Przemijanie

Z wnętrza pięćdziesiątego rozdziału Doliny Issy

 

       - W imię Ojca i syna i Ducha Świętego, Amen. Nie męcz się, moja córko, żałuj za grzechy, to wystarczy Panu Bogu.

       Ale Brońcia Ritter szła przez mgłę, rozdzierając ją rękami z wysiłkiem, zmierzając ku jakiemuś nieosiągalnemu punktowi jasności.

       - Grzech – wyszeptała.

       - Jaki grzech? - pochylał ucho nad nią.

       - Wątpiłam – że Bóg jest – i – że – mnie słyszy.

       Palce jej zamknęły się na jego rękawie.

       - Grzech.

       - Ja słucham.

       - Męża nie kochałam – niech – mnie – przebaczy.

       Przez mgłę iść bardzo trudno. Jeszcze, ledwo szmer liści:

       - Mój syn... ja powiem...

       Podniósł rękę: „Ego te absolvo”, mówił głośno. Biały krążek opłatka zniżał się w słabym świetle uchylonej okiennicy.

       Piłka uderza o żwir ścieżki, odbija się, napotyka czekająca ją dłoń, trawa błyszczy od rannej rosy, ptaki śpiewają, pokolenia ptaków przeminęły od tamtej chwili, babka Mohlowa pochowana w rodzinnym grobowcu w Imbrodach rozwija wełnę, woła: „Brońciu, rozstaw ręce, o tak”, i snuje powoli miękkie pasmo dokoła jej napięstków. Od niej dostała w podarunku krzyżyk z koralu z maleńkim okienkiem pośrodku. Przykładając oko zagląda się tamtędy w pokój, w którym odbywa sie właśnie Ostatnia Wieczerza. Jezus przełamuje chleb i promienie niematerialne wichrzą się z z jego czoła, na tle pęknięć ściany. Wielkie i małe zrównuje się, to spojrzenie do wnętrza koralu z jaśniejszymi żyłkami, głos kobiecy o znużonym świcie porodu: „Syn!”, skrzypią płozy sanek, lęk przestrzeni, ruchy Chrystusa nie były, a są, skrót czasu, niczego nie odmierza ni zegar, ni piasek w klepsydrze. Usta nie mają siły otworzyć się, stamtąd, z zewnątrz przychodzi pomoc, opłatek przylega do języka, otwiera sie koral i, zmniejszona, wchodzi tam, przed stół, a On sam jej podaje jedną połowę przełamanej przez siebie kromki. Daleko, daleko w innym kraju leżą jej nogi, których dotyka ksiądz Monkiewicz, łopaciasty, duży palec syna i wnuka oraczy, żniwiarzy zwilża skórę olejem*.

 

*Cz. Miłosz, Dolina Issy, Kraków 1989, s. 188-189.